Komentarze prosimy nadsyłać bezpośrednio na redakcja@dgtl.law

Evan Thomas Spiegel urodził się 4 czerwca 1990 roku. Podczas studiów na Stanford, Evan, Bobby Murphy oraz Reggie Brown założyli spółkę Snapchat. Even porzucił studia na Stanford aby w pełni poświęcić się swojej firmie (ukończył je dopiero w 2018) ale w roku 2015 został najmłodszym miliarderem na świecie.

Kevin Systrom urodził się sześć i pół roku wcześniej. Studiował również na Stanford. On i Mike Krieger razem założyli firmę o nazwie Instagram. Kevin ukończył swoje studia w terminie a w roku 2016 został umieszczony na liście najbogatszych przedsiębiorców w Stanach Zjednoczonych którzy nie ukończyli jeszcze 40 lat.

Obaj otrzymali propozycję sprzedaży swoich firm od Marca Zuckerberga. Kevin nie oparł się jego ofercie, sprzedał swój startup ale po kilku latach współpracy z Facebookiem, we wrześniu 2018 pożegnał się z Instagramem rezygnując z pozycji CEO. Evan odprawił Zuckerberga z kwitkiem i w dalszym ciągu pełni funkcję CEO Snapchata.

Billy Gallagher autor książki „Snapchat story”, która ukazała się na rynku w roku 2018, opisuje dzieje Evana i jego firmy. Sarah Frier na bohatera swojej książki „No filter”, która na rynku ukazała się w tym roku, wybrała Kevina i Instagram. Lektura obu tych książek to nie tylko fascynująca historia opisująca firmy, które oparły swoją działalność na pomyśle stworzenia społeczności użytkowników internetu komunikujących się za pomocą obrazu. Firmach, które wychodząc z innych założeń i koncepcji, już po kilku latach zaczęły ze sobą bezpośrednio konkurować. To także, choć pośrednio, opowieść o trzeciej, nie mniej fascynującej firmie i jej twórcy. Opowieść o Facebooku i jego CEO - Marcu Zuckerbergu.

Kiedy na początku roku 2012 Instagram kończył kolejną rundę finansowania przyjmując do grona akcjonariuszy znany fundusz Sequoia (przy wycenie 500 milionów USD), wszyscy uważali to za olbrzymi sukces młodziutkiej firmy, gwarantujący jej kolejny rok lub dwa dynamicznego rozwoju bez konieczności pozyskiwania dalszych funduszy. Kiedy zatem w kwietniu tego roku Systrom ogłosił, że Instagram zostanie przejęty przez Facebook za miliard dolarów (częściowo w gotówce, częściowo w akcjach) zaskoczenie było olbrzymie. Facebook szykujący się właśnie do IPO, wyceniany na ponad 100 miliardów dolarów kupował startup składający się z aplikacji nie przynoszącej jeszcze żadnych przychodów i zespołu 13 osób za miliard dolarów! Wiele osób zastanawiało się nad tą zadziwiającą wyceną, choć jej geneza była w istocie dość prosta. „Zapłacę Ci dwa razy więcej, niż kwota na którą wyceniają cię inni” usłyszał Systrom. Proste prawda? Metody na której oparł się Zuckerberg w swojej wycenie na próżno szukać w podręcznikach przejęć i akwizycji. Doświadczenie połączone z intuicją nie daje się bowiem skwantyfikować w postaci tabelek i wykresów. Sześć lat wcześniej, kiedy Facebook podobnie jak Instagram w momencie zakupu, stawiał swoje pierwsze kroki, Zuckerberg otrzymał ofertę przejęcia swojej firmy przez Yahoo!, które oferowało mu… miliard dolarów. Zuckerberg odrzucił ofertę i zbudował platformę, która w znacznym stopniu przyczyniła się do upadku Yahoo! W Instagramie Zuckerberg zobaczył firmę, która w błyskawicznym tempie podbiła serca 25 milionów użytkowników i mimo, że w tym samym czasie Facebook miał już kilkaset milionów fanów, szybko zrozumiał, że trudno mu będzie skopiować jej sukces. Co więcej, nie wykluczone, że po kilku kolejnych latach sukces ten mógłby przyczynić się do powstania potężnego konkurenta. Eliminacja konkurencji zanim stanie się konkurencją to sztuka sama w sobie i opanowali ją tylko najlepsi. Zrobienie tego w odpowiednim momencie, tak aby regulatorzy rynku (zarówno amerykański jak i brytyjski wydali swoje zgody w niespełna trzy miesiące) nie mieli specjalnych podstaw do zakwestionowania transakcji świadczy o prawdziwej wirtuozerii. Zuckerberg zrozumiał jeszcze coś innego. Systrom nie sprzedałby swojej firmy, gdyby nie zagwarantowano mu możliwości kontynuacji działalności i autonomii. Instagram miał działać niejako obok Facebooka, bez integracji obu spółek. Na pytanie o integracje Zuckerberg miał ponoć odpowiedzieć, że nie kupuje firmy którą tworzy 13 osób. On kupuje magię, którą ta firma była w stanie wyczarować, a zbyt wczesna integracja mogłaby wszystko zepsuć. Czas pokazał, że we wszystkich swoich założeniach miał rację, a obecna wycena Instagrama, przekraczająca 100 miliardów dolarów pokazuje, że zakup Instagrama był prawdziwą okazją.

Ze Snapchatem miało być podobnie. Miało. Niespełna 7 miesięcy po zakupie Instagrama Zuckerberg zaproponował Evanowi spotkanie (co ciekawe bez wiedzy Systroma) . Także i w tym przypadku obiecywał twórcom Snapchata autonomię – nawet po wejściu w skład grupy. Facebook miał być dopalaczem, przyspieszającym rozwój aplikacji. Na poparcie swojej tezy CEO Facebooka mógł tym razem przedstawić twarde dane. Po przejęciu Instagrama, do momentu rozmowy ze Spieglem, liczba użytkowników korzystających z tej aplikacji każdego dnia urosła o 1200 procent. Imponujące. W rozmowach z twórcami Snapchata zabrzmiała jednak także nowa nuta. Zuckerberg zaprezentował im swoje najnowsze dziecko – aplikację Poke. Poke służyła do przesyłania znikających zdjęć i nagrań wideo… zupełnie jak Snapchat. Przekaz był jasny choć mało subtelny. Możecie wystrzelić w górę jak Instagram, albo...

Każdy kij ma jednak dwa końce. Transakcja z Instagramem, kóra miała posłużyć za przykład „przyjaznego” przejęcia i akceleracji wzrostu doprowadziła do tego, że fundusze zaczęły spoglądać przyjaznym okiem na aplikacje skierowane do młodych użytkowników, które zdołały już zdobyć sobie dużą popularność na rynku. Pozyskanie nowych funduszy na rozwój, przestało zatem stanowić problem dla firm takich jak Snapchat. Nic zatem dziwnego, że jej twórcy nie przyjęli pierwszej propozycji Zuckerberga. W przeprowadzonej w 2013 roku rundzie B, wycena Snapchata osiągnęła 800 milionów dolarów.

W tej sytuacji Zuckerberg zdecydował o wypuszczeniu na rynek Poke. Wzrost popularności tej aplikacji po jej debiucie, był jednak równie błyskawiczny jej upadek. Facebook mógł skopiować funkcjonalność Snapchata, ale nie dał rady skopiować tego o czym parę miesięcy wcześniej mówił sam Zuckerberg – nie mógł skopiować magii, którą w tej aplikacji zobaczyły miliony młodych ludzi. Zuckerberg podjął zatem jeszcze jedną próbę kładąc na stole 3 miliardy dolarów. Evan Spiegel – mający wówczas 23 lata, zrobił to co sam Zuckerberg w roku 2006 - odrzucił propozycję.

Wątki związane z przejęciem Instagrama i próbą przejęcia Snapchata, nie są głównymi wątkami książek Gallagher i Frier. Historie Spiegla i Systroma nawet bez tych opowieści są fascynujące i czytają się świetnie. Bardzo często zapominamy bowiem, że historia gospodarki cyfrowej, nie zawsze pisana jest przez genialnych naukowców czy twórców innowacyjnych technologii. Można ją pisać także za pomocą intuicji i zrozumienia czym jest komunikacja cyfrowa i jakie stwarza możliwości. Historia obu tych firm to także dobra okazja aby zrozumieć, dlaczego Stany Zjednoczone są kolebką kolejnych cyfrowych jednorożców. Dostęp do najlepszych uniwersytetów połączony z dostępem do funduszy za którymi stoją ludzie świetnie rozpoznający rynkowe trendy. Ludzie gotowi do podejmowania ryzykownych decyzji nawet na wczesnym etapie rozwoju firmy.

Historia Spiegla i Systroma to także opowieść o ludziach którzy stając przed dylematem: sprzedać czy nie sprzedać podjęli różne decyzje. I choć obaj są dzisiaj miliarderami, to Spiegel może w dalszym ciągu realizować swój projekt, podczas gdy Systrom musiał swój porzucić. Jak powiedział jednak Spiegel “Nie możesz czuć się winny jeżeli podjąłeś decyzję o sprzedaży. Tylko nie zatrzymuj się w tym punkcie. Znajdź po prostu coś czego nie będziesz chciał sprzedać.” Niewykulczone zatem, że Systrom nie wypowiedział jeszcze swojej ostatniej kwestii na cyfrowej scenie.

Billy Gallagher „Snapchat Story”, Znak, Kraków2019

 Sarah Frier „No Filter”, Simon & Shuster, 2020